Teatr poza teatrem. Z zamrożonymi kuropatwami

1. Teatr poza teatrem, Stefania Pruszyńska

Z tej rzeczywistości,  w której  siła szelestu banknotów jest miarą rzeczy i pokarmu do zdobycia,  idą takie  słowa i  ich sensy, takie postawy, że z uwagi na  ich skalę oddziaływania i  wielość  kreacji mniemać należy serio o rozwoju teatru poza teatrem. O rozwoju teatru, w którym  scenę zapełniają  aktorzy najęci za określoną cząstkę siły szelestu banknotów – do pilnowania widzów i tego, co czynią oni  z dobrami konsumpcyjnymi  widzialnymi na scenie i dobrami konsumpcyjnymi nie wprost.  

Można śmiało mówić o   rozwoju teatru z  niewolnictwem wbitym w świadomość aktorów.  Z niewolnictwem, które w ich świadomości  ( bo jest ono z kolei obce  naturze  właściciela teatru – demona władzy nad aktorami i demona posiadania banknotów i towarów) jest wcale nie tak rzadko  ryzykownie   odreagowywane w  próbie autokreacji bądź  nadgorliwie wzmacniane pamięcią wymaganych rygorów (ku lokajności, pardon – lojalności  wobec obu  demonów naraz)…

To  teatr, w którym  widz  wybiera  kuropatwy z lodówki…   Tymczasem  aktor – śledzi go, by  nie wyszedł z nimi po angielsku…   lecz  się poddał  różnym  sztuczkom żonglerki elektronicznej,  dzięki której myśliwy znów  będzie chciał i mógł polować,  właściciel teatru kolejne upolowane ptaki zamrozi i wystawi  na pokusę… A aktor będzie mógł się  siłować  z własnym niewolnictwem i nasłuchiwać za nie  coraz może donośniejszych szelestów w tasowanej talii banknotów…

Ryzykowną kreatywność  aktorów tego teatru, o której  wnioskuję niekiedy w oburzeniu i zdziwieniu,  poznać  zazwyczaj po jedynym  jej  przejawie – pozornym  odrzucaniu przez  nich niewolnictwa. Wyrażającym się jedynie  w stylu.  Bo  aktor w tym teatrze nie ma ucieczki od  reguł ustanowionych.  Za to też chwała tym pośród nich,  którzy  mają  taki styl, że emanują kulturą  osobistą  i  empatią. Że nie są  ślepymi na widza wykonawcami sztuki  dozorstwa.  Z prostacko zaś  konserwowaną absurdalią  i  pedanterią w sferze zbędnych rygorów i wolą ujarzmiania obywatelskich wolności czy  stosowania prymitywnych reprymend i metod nacisku  wobec widzów tego teatru  (gdy nie radzą sobie,  nieludzka i pozaprawna  jest metoda batożenia ich! Alogiczna zaś, bo się reklamami wzywa czy raczej zanęca  do tego teatru)  –  trzeba  podjąć dialog po japońsku,  czyli w języku sztuki walki wyzwoleńczej metodą:  nogi za pas.

Na krzyk czy porykiwanie zniewolonego  aktora-stróża, cierpiącego z niedowartościowania i spragnionego dostrzeżenia w ważności swej roli: Tam nie wolno!  Tu przekroczył pan linię kasy!  Jestem zmuszony pana  zatrzymać!  Zaraz wezwę policję! –  podczas  gdy sędziwy mężczyzna  z pełnym koszem towarów rozpaczliwie  szuka swego towarzysza  i  wyjścia z labiryntu, a  się gubi (źle urządzony teatr,  aktor domaga się chodzenia w nim po ściśle wyznaczonych trasach i w określonym kierunku.  Teatr  spod znaku jednego z miłych owadów w kropki – w centrum Poznania) nie sposób reagować oklaskami. A  bo też i klarowna jest cała sytuacja „sceniczna”:   nie ma nawet w tym poczciwym starym człowieku  cienia  zamysłu, by z tym towarem wyjść jak  od tysiącleci swoim.  Nie ma też możliwości  ucieczki. Gdy nasza  interwencja i pomoc jest  nieskuteczna, wówczas   sami wzywajmy funkcjonariuszy na pomoc człowiekowi znękanemu w tym teatrze…

Siermiężność instrukcji z psychopatycznym  koktajlem postaw – to może styl aktora w roli strażnika w więzieniu dla groźnych przestępców, lecz  nawet tam nie jest odpowiedni.

Poczucie i   jakość  spełniania misji, szeroko rozumianej  i w każdej aktywności ludzkiej,  wynika z motywacji do niej. Szelest banknotów  nie jest wystarczającym  motywatorem, jeśli w ogóle miałby być motywatorem w szczególnych rodzajach misji…  Im bardziej misja angażuje ducha i umysł, a także talenty  – tym bardziej nie zależy od  owego szelestu (działanie społeczne czy zaangażowanie twórcze, samorealizacja)…  Ów szelest jednak jest konieczny za pracę czy dzieło… utwór…

Nie ma  wątpliwości,  że  aktor marny, zły  zasługuje na  stosowną  nawet prawną czy  służbową  odpowiedź,  gdy  w  roli strażnika interesów właściciela teatru poza teatrem  dręczy widzów  ku ich szkodzie i szkodzie właściciela teatru.

Dobry aktor w tym teatrze poza teatrem pojmuje, iż widz jest tą postacią, bez której teatr nie będzie istnieć.  Taki nie wyklucza, że  widz  może  po kuropatwy pojechać do hodowcy czy nawet zostać  myśliwym!

Słaby zaś aktor  i niezbyt rozgarnięty w roli  strażnika  ma przynajmniej elementarną intuicję, w jakim stylu grać, by  właściciel teatru poza teatrem nie pozostał sam na sam z  zamrożonymi kuropatwami…

 Stefania Pruszyńska

Grafika: „Teatr poza teatrem”, Stefania Pruszyńska

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.